Złoty pociąg

5 Głosów:1

Opis

Niezwykłe odkrycie, które czeka na swojego pierwszego odkrywcę, czy też sprytny zabieg marketingowy, który napędza turystykę Wałbrzycha? Opinie są podzielone, tak czy siak jest to historia warta opowiedzenia.

Legenda o "Złotym pociągu" zaczyna się pod koniec stycznia 1945, do Wrocławia zbliża się Armia Czerwona, Karl Hanke - gaulaiter Wrocławia wydaje polecenie zabezpieczenia publicznych i prywatnych kosztowności w formie depozytów. Depozyty mają zostać wywiezione pociągiem w bezpieczne miejsce znajdujące się poza zasięgiem alianckiego lotnictwa i czerwonoarmistów. Wśród mieszkańców powszechne było przekonanie o tym, że nadciąga koszmar, którego nie przeżyją.

Do dziś nie zachowały się żadne dokumenty potwierdzające przeprowadzenie takiej akcji, choć same depozyty powinny być przecież jakoś dokumentowane. Z innych źródeł wiadomo jednak, że Wrocław był ważnym punktem przerzutowym dzieł zrabowanych na okupowanych przez Niemców terenach. Zatem wyspecjalizowane grupy miały z pewnością zarówno możliwości jak i rozwiązania logistyczne w tym zakresie. Sam Wrocław był najbogatszą metropolią regionu, nie ulega wątpliwości, że najcenniejsze zabytki były przez Niemców zabezpieczane w każdy możliwy sposób.

Opowieści świadków

To co rozpala najbardziej wyobraźnię różnych odkrywców to opowieści świadków. Osobą najbardziej zaangażowaną przez długie lata w sprawę złotego pociągu był Tadeusz Słowikowski, badacz i odkrywca. Według jego opowieści na ślad skarbu natknął się on jako jako mieszkaniec Wałbrzycha i pracownik kolei. Informację o podziemnym tunelu miał mu przekazać inny pracownik kolei, uratowany przez Słowikowskiego podczas napadu. Jeszcze inne miejsce wskazywał podczas przesłuchań w 1944 były członek grupy SS zajmującej się transportami depozytów - Herbert Klose.

W latach 70-tych tematem zainteresowała się Służba Bezpieczeństwa, która wykorzystując m.in. materiały Słowikowskiego prowadziła przez kilka lata badania poszukiwawcze. Nie ma żadnego potwierdzenia jakoby tej grupie udało się odnaleźć zaginiony skład, choć z działaniami eksploracyjnymi oficerów wywiadu także są związane różne kontrowersje. Aż do 2015 roku, kiedy to powróciła hipoteza bocznicy na odcinku 61- 65 km trasy kolejowej Wrocław - Wałbrzych, sprawa krążyła tylko wśród skromnej grupy eksploratorów.

Dlaczego 65 kilometr linii Wrocław Wałbrzych?

Okolice Wałbrzycha ze sztolniami zarówno kopalnianymi jak i tymi drążonymi pod koniec wojny, wraz z Zamkiem Książ wydają się być idealnym miejscem na ukrycie depozytów. W zasadzie wystarczyłoby zdetonować ładunki u wylotu sztolni, by szybko, niewielkim nakładem i bez wielu świadków ukryć dość obszerny transport. Jesienią 2015 sprawa Złotego pociągu odżyła medialnie za sprawą osób, które zgłosiły się do władz oraz mediów z wynikami badań geologicznych. Przedstawiono przekonywujące dowody na to, że na owym odcinku 65-tego km. linii kolejowej mogła być bocznica kolejowa kierująca do podziemnego tunelu. Odcinek od 61 do 65 kilometra wskazywał także Tadeusz Słowikowski, istnieją także przekonywujące dokumenty, mówiące o bocznicy, która w tym miejscu prowadziła do Zamku Książ.

Sprawa ta została nagłośniona w mediach na całym świecie dość skutecznie. Od 2015 przeprowadzono już szereg prac poszukiwawczych zarówno były to duże roboty ziemne na 65-tym kilometrze jak jak poszukiwania w samym Wałbrzychu. Sukcesem z pewnością dla samego Wałbrzycha i okolic jest ogromny wzrost zainteresowania medialnego, co ma swoje wymierne korzyści, samego pociągu jak dotąd nie odnaleziono.

Aktywności

Zwiedzanie